Przejdź do treści
Wszystkie wpisy

Samolot, o którym nikt nie chciał mówić. Dyrektor CIA w Moskwie i Ameryka przed wyborami

Notatka z 2,5-godzinnego odcinka Podróży bez Paszportu: tajemnicza wizyta szefa CIA w Moskwie, bałagan w Pentagonie, krótka historia CIA i dlaczego Trump z poparciem 30% chyba odpuścił listopadowe wybory.

Notatka z odcinka “Tajna gra USA i Rosji. Co naprawdę wydarzyło się w Moskwie?”, Podróż bez Paszportu, Szpalerski x Michalski, 30.08.2026, 2,5 h. Źródło: https://youtu.be/ssvCE_G0Hsk (brak napisów, notatka z własnej transkrypcji).


Rządowy samolot USA pojawia się nad Europą i ląduje w Moskwie. Na pokładzie John Ratcliffe, dyrektor CIA. Biuro prasowe agencji milczy, Kongres nie został poinformowany, a przez kolejne dni każda duża redakcja w Ameryce dostaje inną wersję tego, po co tam poleciał. To punkt wyjścia odcinka. Druga połowa to bilans amerykańskiego lata przed listopadowymi wyborami midterm, który da się streścić jednym zdaniem: Trump ma 30 procent poparcia i chyba przestało go to obchodzić.

Cztery gazety, cztery wersje

Chronologia przecieków wygląda tak. Najpierw Trump, zapytany wprost, mówi, że to “rutynowa wizyta” w kontaktach służb. Wall Street Journal wylicza możliwe powody: Iran, zakładnicy, ostrzeżenie przed prowokacjami wobec NATO. Potem, już po powrocie Ratcliffe’a, ruszają kolejne wersje. WSJ osiada na ostrzeżeniu przed prowokacjami. New York Times pisze, że Ratcliffe zawiózł Rosjanom ponurą amerykańską ocenę wojny: radzicie sobie źle, będzie gorzej, dogadajcie się teraz. Washington Post twierdzi, że CIA złapała sygnały, że Rosja coś szykuje, i o tych sygnałach była rozmowa. W dniu nagrania Axios dorzuca jeszcze jedno: Ratcliffe sondował, czy możliwy jest szczyt Putin-Trump-Zełenski, i uznał szefa FSB Aleksandra Bortnikowa za “konstruktywnego gracza”.

Prowadzący nie wierzą, że to chaos. Pierwszej doby informacje dostały dwie redakcje, drugiej doby dwie kolejne, z zupełnie innym obrazem. Takie rzeczy w Waszyngtonie nie dzieją się przypadkiem. Ich zdaniem prawdziwego celu wizyty nie poznamy nigdy, a najbliższa prawdy jest wersja “wszystko naraz”: i ostrzeżenie, i ocena wojny, i Iran, tylko z innym rozłożeniem akcentów, niż sugerują gazety. Przypominają też, że wywiad ma długą tradycję zamydlania mediom oczu, od Sony Pictures w 2014 po laptop Huntera Bidena.

Dlaczego ta wizyta jest dziwna? Bo Ratcliffe latał już z nagłymi misjami, do Caracas i na Kubę, i za każdym razem po fakcie wszystko wyjaśniano: operacja autoryzowana przez prezydenta, Ratcliffe jako posłaniec z twardym przekazem plus oceniający na miejscu, czy reżim się trzyma. Na Kubie powiedział tamtejszym służbom wprost, że czas na reformy gospodarcze się kurczy, a cierpliwość Ameryki nie jest nieskończona. Tym razem nie ma nic. Żadnego komentarza, żadnego charakteru wizyty, wąskie grono wtajemniczonych. Jeśli tak mało osób wiedziało, rozmowy musiały być poważne.

Ważne jest też, kim Ratcliffe nie jest. Nie jest Witkoffem ani Kushnerem, czyli prywatnym posłańcem bez zaplecza. Był dyrektorem wywiadu narodowego w pierwszej kadencji Trumpa, a na przesłuchaniu w Senacie w styczniu 2025 mówił dwie rzeczy naraz: kontaktów z Rosją nie wolno zamrażać, bo są potrzebne choćby przy terroryzmie, ale Rosja jest krajem zdolnym do agresji militarnej, czego dowodem Ukraina. Jako szef CIA nie odsunął starych analityków. To człowiek raportów, nie uścisków dłoni.

Co właściwie testuje Rosja

Tło wizyty to seria zdarzeń, które przestały wyglądać jak przypadki. Wtargnięcia dronów, sabotaże, zakłócanie GPS w Europie Środkowej, flota cieni. Think tanki, m.in. londyński IISS, układają z tego schemat: Rosja małymi krokami testuje obronę powietrzną Zachodu, reakcje rządów, mediów i społeczeństw. Stąd alternatywna teoria wizyty: Ratcliffe nie ostrzegał przed jedną konkretną prowokacją, tylko przed całym tym pakietem.

Najświeższy przykład to Lipsk. W magazynie, przez który idzie broń dla Ukrainy, znaleziono uzbrojonego drona. Kanclerz Merz szykuje w odpowiedzi pakiet sankcji i ma oficjalnie wskazać Rosję jako sprawcę. Komentatorzy mówią o “Zeitenwende 2.0”. Szpalerski uważa szybką i jednoznaczną atrybucję za najważniejszą wiadomość tygodnia, bo największy strach Zachodu wygląda inaczej: operacja pod fałszywą flagą, na przykład nalot dronów złożonych z części kupionych na AliExpress albo wyciągniętych z zestrzelonych maszyn ukraińskich. Jeśli nie da się wskazać winnego, NATO nie ma na co odpowiedzieć i test spójności sojuszu kończy się oblaną oceną.

Do tego dwa terminy. Pierwszy: zima. Ukraina ostrzega, że sytuacja energetyczna będzie trudna, zachodnich pocisków przechwytujących brakuje, a w Waszyngtonie mówi się, że jeśli eskalacja ma przyjść, to razem z mrozem. Drugi: granica fińska. Prezydent Stubb informuje, że Rosja rozbudowuje tam infrastrukturę wojskową, do której po zakończeniu walk na Ukrainie można przerzucić zaprawionych w boju żołnierzy. Narracja z lat 2022-23, że Putin już strategicznie przegrał, bo wepchnął Finlandię i Szwecję do NATO, zdążyła się zestarzeć. Rosja nie wygrywa, ale nie przegrała, a końca nie widać.

Pentagon się sypie w trakcie wojny

Równolegle w Pentagonie dzieje się coś, co trudno nazwać inaczej niż bałaganem. Sekretarz obrony Hegseth chce po raz drugi ściągnąć do Quantico wojskową wierchuszkę z całego świata. Rok temu takie spotkanie skończyło się wykładem o kulturze w armii i zakazem noszenia brody, co część kadry przyjęła z zażenowaniem. Po co drugie? Może po to, by pokazać, że instytucja w kryzysie wciąż ma spójny kurs. Media dorzucają smaczek: Hegseth miał z bliskimi współpracownikami omawiać start w wyborach prezydenckich 2028.

Kryzys jest konkretny. Odchodzi sekretarz armii Daniel Driscoll, jeden z “profesjonalistów”, którzy mieli kotwiczyć Hegsetha w łańcuchu dowodzenia. Po zwolnionym w kwietniu generale Randym George’u wciąż jest wakat. Trzech wysokich urzędników brakuje w środku operacji przeciwko Iranowi. Operacji, dodajmy, której zegar prawny właśnie się kończy: 60 dni z War Powers Resolution minęło, dodatkowe 30 mija w połowie września i od tego momentu działania są formalnie nielegalne. Rubio, Colby i Gabbard konsekwentnie Iranu nie komentują, więc całe odium spadło na Hegsetha. Prowadzący typują go na kozła ofiarnego po wyborach, ale nie wcześniej niż w listopadzie, bo Hegseth zamówił na połowę tego miesiąca alternatywne mapy rozmieszczenia wojsk USA w Europie i chce ten projekt dokończyć osobiście.

Te mapy to drugi zgrzyt. Elbridge Colby objeżdża Europę z przekazem: budujemy “NATO 3.0”, część amerykańskich żołnierzy wyjdzie z kontynentu, a rok 2027 ma być przełomem, po którym konwencjonalna obrona Europy spocznie na Europejczykach. Krytycy pytają, jak to się składa z domniemanym ostrzeganiem Moskwy przez Ratcliffe’a. Jedno przesłanie jest jawne, drugie tajne, i niekoniecznie idą w parze. Zdaniem prowadzących Europie brakuje zdolności i kilkanaście miesięcy tego nie zmieni. Na deser: dwaj zastępcy Colby’ego, Velez-Green i Dahmer, czekają na zatwierdzenie od listopada zeszłego roku.

Przerywnik: skąd się wzięła CIA

W środku odcinka godzinna wycieczka historyczna, zapowiedź osobnego odcinka o agencji. Najkrótsza wersja: CIA to kilka agencji w jednym pudełku i instytucja, która zmienia skórę po każdym wielkim szoku.

Zaczęło się od Pearl Harbor. Przed wojną każdy departament miał własny wywiad, wszystkie ze sobą konkurowały i nikt nie widział całości. Roosevelt stworzył więc OSS, biuro scalające raporty na biurko prezydenta, z terminem ważności do końca wojny. Po wojnie lobbing kilku urzędników przerobił OSS na CIA. Ciekawostka: w akcie założycielskim z 1947 roku nie było mowy o własnych operacjach szpiegowskich. Amerykanie tak bali się wielkiego rządu, że tajne operacje (obalanie rządów, przekupstwo) i czyste szpiegostwo rozdzielili do dwóch osobnych biur, zawieszonych w konstrukcji, w której nikt nie wiedział, kto komu podlega. System zawalił się, gdy nikt nie przewidział wejścia Chin do wojny koreańskiej. Po Korei i po udanym przewrocie w Iranie w 1953 oba biura wsadzono do środka CIA i ten układ trwa do dziś.

Trwa też wewnętrzna wojna między pionem analizy a pionem operacji, zdaniem Michalskiego ostrzejsza niż popkulturowy konflikt CIA z FBI, bo najgorsze kłótnie są w rodzinie. Raz górą byli ludzie operacji (Allen Dulles w latach 50.), raz analitycy (lata 90., po upadku ZSRR). Po 11 września agencja, obarczona winą za przeoczenie ataku, przebudowała się w coś, co sami urzędnicy nazywali maszyną do zabijania: nadzór nad Bliskim Wschodem, typowanie celów, naloty. To CIA rozkręciła wojnę dronową za Obamy. W 2010 roku amerykańskie drony biły w Pakistan średnio co trzy dni, co wtedy brzmiało jak science fiction, a z dzisiejszej perspektywy jak rozgrzewka. Obama, cytując tekst z epoki, “przekształcił wojnę dronową z nowatorskiej taktyki w rutynowe narzędzie”. Ironia jest taka, że dziś USA w dronach nie przodują.

Z ciekawostek: fundusz venture capital CIA, inwestujący m.in. w Palantira, oraz operacja Acoustic Kitty z lat 60., czyli próba zrobienia z kotów domowych urządzeń podsłuchowych. Plus anegdota o człowieku, który oferował agencji zdolność wkładania dowolnej myśli do dowolnej głowy. Odpowiedź CIA: skoro tak, proszę przerzucić propozycję współpracy do głowy któregoś z naszych pracowników, wtedy ją rozważymy.

Bush i Trump, czyli dwa razy 30 procent

Najciekawsza teza odcinka to paralela historyczna. George W. Bush szedł po władzę w 2000 roku z obietnicą skromnej polityki zagranicznej. Jego doradczyni Condoleezza Rice ujęła to zdaniem: “Nie potrzebujemy 82. Dywizji Powietrznodesantowej do eskortowania dzieci do przedszkola”. Trzy lata później ta sama dywizja prowadziła inwazję na Irak. Po 11 września Bush miał 90 procent poparcia i naród, który na Ground Zero mówił do niego po imieniu i pytał, czy dopadnie sprawców. Oddał wtedy stery ludziom, którzy twierdzili, że wiedzą, jak to zrobić, Cheneyowi i Rumsfeldowi. Kończył prezydenturę z poparciem w okolicach 30 procent i krajem śmiertelnie zmęczonym Bliskim Wschodem.

Trump obiecywał dokładnie to samo: żadnych nowych wojen, żadnych zmian reżimów. Wygrał w 2024 na fali zmęczenia Afganistanem i fatalną ewakuacją Bidena. Dwa lata później tkwi w operacji przeciwko Iranowi, którą część komentatorów nazywa trzecią wojną w Zatoce, a jego poparcie wynosi około 30 procent. Do tego dochodzi to, co zawsze rozstrzyga wybory: ceny benzyny, jedzenia i życia. Historia się nie powtarza jeden do jednego, ale rym słychać wyraźnie.

Wybory, które Trump odpuścił

I tu dochodzimy do drugiej połowy odcinka. Sondaż YouGov dla Economista pokazuje, że Trump jest oceniany negatywnie w 47 z 50 stanów. Na plusie zostały tylko Idaho, Wyoming i Wirginia Zachodnia. Pod kreską jest nawet Floryda, którą wygrał trzy razy, i Teksas. Wniosek Michalskiego: prezydent popularny wyłącznie w skrajnie indywidualistycznej, prowincjonalnej Ameryce nie da partii wygrać ani Senatu, ani Izby.

Republikanie to widzą. Kongresmenka Stephanie Bice mówiła na spotkaniu w Oklahomie (cytowanej przez Bulwark), że wyborcy albo zagłosują na Demokratów z niechęci do “tego faceta”, albo w ogóle nie pójdą, “i tak utracimy większość”. A Trump? Według Jonathana Swana nie wydaje się przegraną szczególnie przejęty. Zajmuje go dziedzictwo i miejsce w historii świata. Jego logika jest zresztą czytelna: z Kongresu wyciągnął już wszystko, czego chciał, z One Big Beautiful Bill na czele, a resztę załatwia rozporządzeniami, łącznie z przemianowaniem jeziora Ontario na Jezioro Amerykańskie. Michalski porównuje go do Trumana w 1952 roku: niepopularna wojna, prezydent zapatrzony w politykę zagraniczną, partia zostawiona sama sobie. I przypomina lekcję Obamy z 2010 roku, którego pasywność wyprodukowała czerwoną falę i zamieniła resztę prezydentury w rządzenie dekretami.

Najlepszym sygnałem, jak jest naprawdę, nie jest żaden sondaż, tylko jedno spotkanie: Jared Kushner widział się z Hakeemem Jeffriesem, liderem mniejszości w Izbie. Kushner nie bywa na Kapitolu. Jeśli rozmawia z człowiekiem, który po wygranej Demokratów zostanie spikerem, to znaczy, że Biały Dom uznał Izbę Reprezentantów za w zasadzie straconą.

Pieniądze tego nie odwrócą, i to jest ciekawy paradoks. Republikanie mają ich więcej. Forbes policzył dziesięciu największych darczyńców cyklu: Andreessen (115 mln), Soros (103 mln), Yass (98 mln), Musk (90 mln, docelowo może 100-200), Uihlein (70 mln), dalej Adelson, Larsen, Singer, Winklevoss i Griffin. Dziewięciu z dziesięciu wspiera stronę republikańską. Trump siedzi na 400 milionach w MAGA Inc., z których nie wydał prawie nic. Problem w tym, że nie wiadomo, gdzie te pieniądze wlać: zagrożonych jest 30+ miejsc w Izbie, 8-9 wyścigów senackich, gubernatorzy, legislatury stanowe. Demokraci mają mniej, ale wydają chirurgicznie. Shapiro prowadzi o 20 punktów, więc nie dostaje nic, a wszystko idzie tam, gdzie się waży, na przykład do Teksasu. Tam James Talarico zebrał 69 milionów przeciwko 9 milionom Kena Paxtona i prowadzi o 3 punkty, a senator Cornyn publicznie nazywa kampanię Paxtona fatalną, a jego samego leniwym. Do tego Demokraci miażdżą Republikanów u drobnych darczyńców, poniżej 50 dolarów, nawet w zamożnych czerwonych regionach. 10 września Jeffries i Barack Obama robią wspólną zbiórkę w Nowym Jorku.

Po lewej stronie trwa zresztą przegrupowanie. AOC powiedziała w sierpniowym wywiadzie, że “w czasach woke byliśmy szaleni” i że wojna kulturowa nie działa, trzeba mówić o ekonomii. Do jej sztabu dołączył Mike Casca, były szef kampanii Sandersa, co czyta się jednoznacznie: szykuje się skok wyżej, na Senat przeciwko Schumerowi albo dalej. A burmistrz Mamdani zaskakuje nowojorski biznes tym, że jego gabinet w ogóle chce z nim rozmawiać.

Korporacje już wiedzą, jak to się skończy

Steve Bannon miesiące temu przewidywał, że technologiczni oligarchowie pierwsi porzucą Trumpa, gdy zapachnie przegraną. Wall Street Journal właśnie to potwierdził. Meta wpłaciła po 5 milionów na komitety obu partii, łącznie ponad 30 milionów w tym cyklu. Paramount, firma rodziny Ellisonów, blisko Trumpa, zatrudnia byłą dyrektorkę legislacyjną Bidena. Kalshi, w której doradza Donald Trump Jr., bierze na pokład ludzi Obamy i Bidena. Izba Handlowa zrobiła dla kadry Amazona, Chevronu, Pfizera i UnitedHealth seminarium o radzeniu sobie z dochodzeniami Kongresu, a kancelaria Cahill drugie, z udziałem republikańskiego szefa Komisji Nadzoru. Firmy dosłownie ćwiczą przesłuchania, zanim ktokolwiek je wezwał.

Bo wiedzą, co przyjdzie. Jeffries zapowiada, że “era niepohamowanej korupcji, jaką sprowadził na kraj kartel Trumpa, wkrótce dobiegnie końca”. Demokratyczna Izba to komisje, wezwania i, przy obu izbach, ustawy budżetowe w trybie reconciliation lądujące na biurku Trumpa, żeby albo je wetował na oczach wyborców, albo podpisywał cofanie własnej polityki. Jednocześnie do listopada nikt Trumpa otwarcie nie porzuci, bo decyzje wciąż zapadają w Białym Domu, a Trump pamięta i się mści. Stąd rozkrok: jedną ręką finalizować umowy z administracją, drugą wypisywać czeki jej przeciwnikom.

Na marginesie

Trzy rzeczy z końcówki warte zapamiętania. Po pierwsze, Trump wrzucił na Truth Social ranking prezydentów z sobą jako “The Greatest”. Michalski rozpoznał w nim przerobiony ranking Schlesingera z 1948 roku i zrobił z tego mini-wykład o tym, jak każda epoka ocenia prezydentów pod siebie: wtedy Coolidge i Grant lądowali na dnie, dziś obaj są rehabilitowani. Po drugie, zmarła Dolly Parton, i była to okazja do pięknego wywodu o pokoleniu muzyków Nowego Ładu, dzieci biednych rodzin uratowanych przez programy Roosevelta (ojciec Parton, niepiśmienny robotnik, dostał pracę w Tennessee Valley Authority). Kondolencje złożyli jednocześnie Trump, który opuścił flagi, i socjaliści z DSA. Nie ma drugiej postaci, która łączyłaby Teda Cruza z AOC. Po trzecie, Alaska: nagłówek NBC “Dan Sullivan popiera Dana Sullivana, by pokonać Dana Sullivana” nie jest literówką, w wyborach naprawdę występuje trzech mężczyzn o tym nazwisku.

Co obserwować jesienią: głosowanie budżetu Pentagonu za około dwa tygodnie, wygasająca w połowie września legalność operacji irańskiej, mapy wojsk w Europie do połowy listopada, spotkanie Trump-Xi za miesiąc, a w tle spory z Kanadą i szykujący się z Wielką Brytanią. I pierwsze deklaracje na 2028, których prowadzący spodziewają się tuż po listopadzie.


Zastrzeżenie: film nie ma napisów, więc notatka powstała z automatycznej transkrypcji audio; pojedyncze nazwiska i daty poprawiłem z kontekstu.

Źródła

Więcej notatek w tym stylu

Na liście znajdziesz wszystko inne, co warto zachować.

Wróć do wszystkich wpisów